Stu
rozpoczął karierę wrestlera we wczesnych latach 40-stych pod
okiem niejakiego Toots'a Mondt'a i walczył w niezależnych
organizacjach kanadyjskich. Po niedługim czasie młody Hart
spostrzegł że aby zarobić naprawdę duże pieniądze na
wrestlingu należy zostać promotorem. W 1948 roku Stu założył
federację Big Time Wrestling, która potem zmieniła się w Wildcat
Wrestling, a następnie Stampede Wrestling. Stu zastosował taką
samą etykę pracy w byciu promotorem jak w byciu czynnym wrestlerem.
NWA Stampede opanowało surowy do tej pory teren pod względem
wrestlingu i szybko zyskało reputację organizacji w której ciężko
się pracuje oraz robi walki na wysokim poziomie dla wymagającej
widowni. Wśród wrestlerów Stampede było uznawane za miejsce w którym
można nieźle podszkolić swoje umiejętności oraz wyrobić sobie
markę załapując się do głównych feudów (szczególnie dotyczyło
to junior heavyweightów). Widownia może nie była w Stapmede
Wrestling tak duża jak w innych regionalnych organizacjach w USA,
zarobki wrestlerów także nie były wygórowane, ale jeżeli jakiś
młody wrestler szukał miejsca w którym mógłby zaistnieć lub jeżeli
jakiś weteran chciał rozwinąc swoją karierę w klasycznym, old
school'owym stylu, Stempede było jednym z najlepszych miejsc by to
uczynić.
Lista
wrestlerów których Stu Hart osobiście trenował to jakby
wyznacznik "kto jest kim" w świecie wrestlingu. Oczywiście
zaliczają się do tych osób bracia Hart - Bret, Owen, Bruce, Wayne,
Keith, Ross i Smith. Kariery Bruce'a, Smith'a i Keith'a nie trwały
tak długo jak wiele osób tego oczekiwało, ale tak czy inaczej
byli oni jednymi z najlepszych zapasników. Ross i Wayne pracowali
za kulisami w Stampede Wrestling i fakty są takie, że jeżeli
nawet któryś z Hartów zakończył karierę to nigdy nie porzucił
wrestlingu.
Nie
trzeba chyba wiele pisać o Brecie Harcie. Hitman wiele razy sięgał
po tytuły w WWF/E (5 x WWF Champion, 2 x Intercontinental i Tag
Team Champion, King of the Ring 1993) oraz w WCW (1 x World Champion
i 4 x United States Champion) i bez cienia wątpliwości jest to żywa
legenda profesjonalnego wrestlingu i jedna z największych gwiazd
wszechczasów. Bret jednak zawsze przyznawał, że jego przydomek
"The Excellence of Execution" (chodzi tutaj o świetny
styl walki Bret'a dzięki któremu nigdy nie zrobił krzywdy swojemu
rywalowi) zawdzięcza treningom swojego ojca bez którego wpływu i
lekcji Bret nigdy nie mógłby stać się "the best there is,
the best there was, and the best there ever will be."
Najmłodszy z Hartów, Owen był prawdopodobnie jeszcze bardziej
utalentowany niż Bret i pomimo tego, że nie uzyskał nigdy statusu
main eventera (gdyby nie tragednia podczas Over the Edge 1999 w
Kemper Arena w Kansas City zapewne Owen byłby obecnie posiadaczem
World Title'a) to liczne tytuły jakie zdobywał w WWF/E potwierdzają,
że to jeden z czołówki zapaśników świata (2 x Intercontinental
Champion, 3 x Tag Team Champion, 1 x European Champion, King of the
Ring 1994). Wstrząśnięty lecz silny Stu Hart po śmierci syna
wraz z Bretem wygłosił mowę pochwalną na cześć Owen'a.
Poza swoimi synami Stu zapoczątkował kariery i rozwinął umiejętności
dziesiątek wrestlerów. Treningi odbywały się w legendarnym domu
Hartów w tzw. lochu (The Dungeon) o którym może kiedyś napiszę
oddzielny felieton. Do największych gwiazd szkolonych przez Stu
zaliczają się: Gene Kiniski, Andre the Giant, Rick Martel, The
British Bulldogs (Dynamite Kid i Davey Boy Smith), The Junkyard Dog,
Jim Neidhart, Dick "The Bulldog" Brower, The Wild Samoans,
Bad News Brown, "Lethal" Larry Cameron, Brian Pillman,
Chris Benoit, Chris Jericho i wielu, wielu innych.
Wieloletni
wrestler i promotor NWA Stu Hart po przekazaniu organizacji swojemu
synowu Bruce'owi ostatecznie sprzedal Stampede Wrestling w roku 1984
World Wrestling Federation po pięcioletniej współpracy obu
organizacji. Stampede w roku 1989 zostało na dobre zamknięte co
zakończyło działalnośc legendarnego kanadyjskiego fedu ktory
został przejęty przez WWF.
Swoimi
niestrudzonymi wysiłkami w ringu, przykładową etyką pracy, dużym
talentem promotorskim i bezcennym wpływem na kształt wrestlignu
Stu Hart znalazł się na wyżynach na które mało kto może się
wspiąć. Jako prawdziwi fani wrestlingu powinniśmy być dumni,
wdzięczni i zaszczyceni, że możemy wciąż oglądać gwiazdy
szkolone przez geniusza jakim bez wątpienia był, jest i zawsze będzie
w naszej pamięci Stu Hart. R.I.P.
>>
RIC FLAIR VS. BRET HART - KONFLIKT DWÓCH LEGEND
Wiem, że Deliquent ma w planach napisanie felietonu na ten sam
temat, ale chyba nic złego się nie stanie jesli ja także
przedstawię kilka faktów wspomagając się różnego rodzaju
artami i felietonami z zachodnich stron, bo temat jest bardzo
interesujący :)
Oczywiście
nie czytałem ksiązki Flair'a, chociaż chętnie bym ją przeczytał
podobnie jak kilka innych książek wrestlerów, ale małe problemy
natury finansowej plus odlegołość sprawiają, że szybko sobie
ich raczej nie sprawię. Jak wiemy Flair zarzucił Hitmanowi, że
nigdy nie zarobił on dużych pieniędzy w WWF i WCW, że po prostu
nie był materiałem na którym możnaby zarabiać kasę sprzedając
gale PPV czy merchandise oraz że z Bret'a jest żadna legenda.
Jasna sprawa, że Flair jest z innej generacji i normalne jest że
walczył z wieloma wielkimi wrestlerami w latach powiedzmy 70-tych,
ale wypominanie Hitmanowi, że nie walczył z takimi indywidualnościami
jak Nature Boy jest trochę dziwne. To tak jakby np. Undertaker
wypomniał za kilka lat Randy'emu Orton'owi, że nigdy nie walczył
z Hartem, Robertsem, Snuką czy Yokozuną i z tego powodu nie może
się z nim równać... Hmm, dla mnie to przecietny argument. W
programie "Off the Record" Ric przyjął właśnie taką
strategię - walczyłem z wielkimi, zarobiłem więcej kasy więc
Bret Hart nie może się ze mną równać. Ok, każdy ma prawo do włąsnego
zdania, ale powiedzmy sobie szczerze - Flair także nigdy nie był
maszyną do zarabiania kasy. Więc na tym etapie
"rozgrywki" dałbym remis 1:1, ponieważ bardziej
przekonują mnie argumenty napisane przez Hart'a niż Flair'a, ale
za Flairem przemawia kilka innych oczywistych rzeczy związanych z
bardzo dobrymi walkami jakie robił na początku swojej kariery oraz
fakt, że stracił on szacunek do Hart'a kiedy ten przez kilka lat płakał
i narzekał jak to go WWF wyrolowało oraz że nie umiał nawet po
śmierci Owen'a przestać drążyć tego tematu i w wywiadzie w
kilka dni po tragedii w Kemper Arena Bret szybko zboczył z tematu
Owena na temat screw jobu z Survivor Series... Najlepiej będzie to
wszystko jednak przejrzeć kolejno i odpowiedzieć na zarzuty
Flair'a przed którymi Bret się broni i ma całkowita rację.
>>
Kiedy Bret przegrał niesławną walkę z HBK na Survivor Series 97
przez screw job nie podpisał jeszcze oficjalnie kontraktu z WCW, a
jego umowa z WWF jeszcze nie wygasła. Hart jedynie powiedział
McMahon'owi, że bierze pod uwagę ofertę WCW z powodów
finansowych. Vince chciał by Bret stracił pas i odszedł do WCW.
Bret chciał utrzymać pas na PPV, a nastepnie oddać go w TV, pas
zostałby wtedy zawieszny (mielibyśmy pewnie turniej na nowego
championa), a Hart spokojnie odszedłby do WCW. Oczywiście jednym z
głównych powodów jest Kanada w której odbywało się Survivor
Series i Bret nie chciał utracić pasa przed własną publicznością
co może już oznaczać, że Hitman posiadał coś na kształt ego,
gdyż w pewnych momentach nalezy pominąć gimmick, zapomnieć o własnej
dumie i zrobić to co powie szef... Michaels'owi i Vince'owi nie
spodobał się ten pomysł i doszło do screw jobu o którym Bret
nic nie wiedział. Kwestia prawdziwej niechęci do siebie Michaels'a
i Bret'a to już inna sprawa i najlepiej jest przeczytać dokładny
opis całej tej sytuacji, który możecie znaleźc na stronie
internetowej Bret'a, a także w jednym z archiwalnych numerów S-W-N
Stingera.
>>
Ric Flair powinien wiedziec, że Hitman stał się over jako
babyface głownie dzięki serii chwytów przed swoim rutynowym
Sharpshooterem oraz dzięki elementom chain wrestlingu w swoich
walkach. Lepiej jest przeciez wykonać znane ciosy przed finisherem
(zmieniając je od czasu do czasu), na które czekają i które
rozumieją fani niż eksperymentować z niwymi chwytami, które mogą
sprwić krzywdę rywalowi. Bret wychodzi własnie z takiego założenia.
Flair zarzuca Bret'owi, że po powrocie wciąz wyknywał te same
akcje, ale Hitman argumentuje to tak jak napisałem wyżej co jest
jak najbardziej ok. Jest to łatwa ringowa psychologia która
pozwala na wykonanie kolejnego ciosu bez komunikowania się z
rywalem w zwiazku z czym nie będzie złego sprzedania akcji lub całkowitego
jej zepsucia. Jak pisze Bret: "The fact that Ric took exception
to this is a simple example of his inability to fully understand
ring psychology."
>>
Nieprawdą jest także stwierdzenie Ric'a "the company went to
hell" kiedy Bret pokonał Flair'a i zdobył WWF Title w 1992
roku. Dlaczego? Dlatego że to nie z powodu Bret'a biznes był w
latach 93-96 w dołku. WWF rozpoczęło wtedy serię wielkich
przemian które ostatecznie doprowadziły do ery "Attitude".
Faktem jest także to, iż title reign Flair'a był jednym z najkrótszych
na przestrzeni minionych i kolejnych pięciu lat. Więc jak już się
czepiać to można stwierdzić, że Ric nie był odpowiednią
postacią by reprezentowac federację jako jej mistrz... To wszystko
jest trochę dziwne. Przecież wiadome jest że Ric wyrobił sobie
markę przez pierwsze kilka lat uprawiania wrestlingu, a później
jechał na utartych schematach. Więc Ric'a należałoby bardziej
oceniać po jego dokonaniach z NWA i jeszcze wczesniejszych, niż
występów z WCW czy obecnego WWE. Ric'owi także można zarzucić
powtarzanie akcji aż do znudzenia...
>> Można również wytłumaczyć w miarę logicznie niechęć
przegrania walki w Montrealu w 1997 roku przez Bret'a, ale nie każdy
kupi takie wytłumaczenie :) Otóż Bret miał wtedy gimmick "Canadian
hero" i nie chciał przegrywać w Kanadzie z powodu swojego
heel'owego nastawienia anty USA. Przed jednym ze swoich pojedynków
w USA Bret stwierdził, że jeżeli przegra to nie będzie już
walczył poza granicami Kanady. Bret przegrał i ten angle został
pociągnięty przez jakiś czas. Jeżeli chodzi o coś na kształt
pobudek patriotyczno/domowych to z Flair'em było podobnie i kiedy
za czasów NWA powracal do rodzinnego miasta robiono z tego
wydarzenie, Ric zawsze był w main eventach i przegrana byłaby klęską.
Oczywiście było to dobre kilkanaście lat temu, ale było. Z
drugiej strony - gimmick gimmickiem, a życie życiem...
>> Jak pisze Bret: "Kiedy Flair był głównym bookerem w
WCW zaoferował mi pracę za dobre pieniądze i poważnie się nad
tym zastanawiałem. Kiedy jednak odrzuciłem tą ofertę, Flair nie
mógł nic zrobić by ją poprawić i nerwowo od niej odstąpił.
Wtedy straciłem szacunek dla tego człowieka i jego słów i
postanowiłem zostać w WWF." Więc Ric'owi można również
zarzucić że nie sprawdził się w zarządzie co także spowodowało
konflikty z Foley'em o czym pisał on w swojej książce "Have
a Nice Day!".
>>
No i ostatnia sprawa. Bret i jego rodzina nie pozwali Vince'a za
screw job w Montrealu, ale za wypadek Owen'a który zdarzył się
podczas pracy. Sugestie Flaira że doszło do pozwu gdyż Bret był
wciąz rozwścieczony zajściem z Survivor Series są trochę
nieuzasadnione i niaciągane. Tak, można zarzucić Hitmanowi, że
zbyt długo ciągnął temat screw jobu i stawiał się w pozycji
poszkodowanego, ale to już kwestia charakteru danej osoby i skoro
Hitmana to aż tak zabolało więc niech wylewa swój ból i do dnia
dzisiejszego. Tak nie jest, ale jakas tam uraza do McMahonów zawsze
juz będzie w Brecie. Może to będzie głupi przykład, ale ciekawe
jak Ric Flair zachowałby się gdyby stracił kogoś bliskiego ze
swojej rodziny w wypadku podczas gali wrestlingowej...
To
wszystko co mam do powiedzenia. Stawiam na remis 1:1, ale chyba ten
felieton nieco przybliża Wam moją oceną sytuacji i to kogo stronę
nieoficjalnie trzymam :)
>>
DIAMOND DALLAS PAGE: WRESTLER JAKICH MAŁO
Czy można DDP nazwać niedocenianym wrestlerem? Znajdą się pewnie
tacy którzy właśnie tak uważają, ale wrestling nie zawsze
posiada mistrzów, którzy muszą koniecznie być zdolni i
utalentowani. Page został po wielu latach męczenia się w mid
cardzie zauważony w WCW i otrzymał World Title co było jednym z
niewielu dobrych posunięc tej organizacji pod koniec jej istnienia,
może trochę za późno ale ważne że został dostrzeżony.
Przygoda DDP z WWE to już inna bajka, ale już chyba utarł się
schemat, że byłe gwiazdy WCW i ECW nie mają lekko w
McMahonlandzie.
Page
to rzadki przypadek szczerego wrestlera, który posiada prawdziwy
talent i po prostu robi to co ma do wykonania. DDP to nie techniczny
zapaśnik w stylu Chris'a Benoit, ani nie sportowiec na miarę Rob'a
Van Dam'a, nie ma takiej charyzmy jak The Rock oraz nie ma
politycznego instynktu którego nie brakuje Hulk'owi Hogan'owi czy
Triple H'owi... Jednak Page był wrestlerem, można nawet powiedzieć
towarem, bardzo cennym dla bookerów gdyż oddawał organizacji w której
pracował oraz fanom swoją duszę. To rzadko spotykana cecha u tych
"wielkich polityków" jakich wymieniłem wcześniej. Fani
reagowali na Page'a. Nie z powodu gimmicku, czy pushu, po prostu
reagowali bo miał to "coś" i ciężko pracował.
Każdy
kto choć trochę orientuje się w wrestlingu nie może ominąć
Page'a bez słowa. Jego walki zawsze prezentowały się solidnie i
chyba nie przesadzę jeżeli powiem, że miał bardzo mało złych
meczy, a jeżeli juz to z winy przeciwnika, nie z własnej, ponieważ
w przypadku takiego osobnika jak DDP pojęcie "zła walka"
lub "brak formy" nie wchodzi w grę. Page nie pękał po
nieudanym feudzie, tylko szedł dalej, wciąż próbował. Nie łamał
go fakt, że późno zaczął karierę zapaśnika tylko parł twardo
do przodu by osiągnąć swój cel. A czy jest coś lepszego dla
fana wrestlingu niż oglądanie wrestlera który wkłada w swoje
walki z szacunkiem i godnością całą siłę i serce by zrobić
dobry pojedynek? Chyba nie. Dla mnie właśnie to się liczyło i
liczy. Gimmicki i storyline'y to nieodzowna część wrestlingowego
przedstawienia, ale dopóki będzie można zobaczyć w TV i na PPV
dobre walki ja będę to przedstawienie oglądał, bo pomimo wielu
zakulisowych gier i zdarzających się cienkich meczy zawsze w
rosterze znajdzie się kilku wrestlerów dla których warto
regularnie oglądać wrestling, są nimi obecnie według mojego
wyznacznika: Benoit, Guerrero, Regal, Jericho, Christian, Angle,
Styles, Daniels, American Dragon itd. oraz masa niezaleznych
wrestlerów i takim wrestlerem był też Diamond Dallas Page.
DDP
po, hmm, chyba legendarnym już feudzie z Undertakerem w WWF gdzie
to z mian eventera w WCW stał się popychadłem w WWF, chociaż w
WCW też nie był rewelacyjnie traktowany już po zdobyciu World
Title'a ponieważ jakiś czas póżniej znów został wepchnięty do
mid cardu... Jednak DDP potrafił podziękowac Undertakerowi za możliwośc
pracy z nim, to własnie jest profesjonalizm.
Page
nigdy nie ukrywał że jest wielkim fanem tego biznesu, a co za tym
idzie nie był on zbyt często krytykowany przez fanow wrestlingu,
ale często odgrywał ważną rolę w różnych felietonach itp.
ponieważ fani wiedzieli, że DDP docenia to co myslą, szanuje ich
i potrafi ich wysłuchać. Czesto zdarza się, że walki czy
storyline'y są zmieniane i nie wychodzą tak jak powinny ze względu
na ego wrestlerów i politykę. Niektórzy nie chcą rozwijac się
jedynie w celu wielkiej sławy i chwały, ale stawiają na pierwszym
miejscu sam biznes, a dopiero potem swoje sukcesy. Tak właśnie
robił DDP - nie narzekał, nie kombinował, nie próbował zmienić
tego co być moze mu nie odpowiadało tylko to wykonywał z myślą,
że tak trzeba zrobić gdyż może to pomóc samemu biznesowi.
Podobne podejście wydaje się mieć Chris Benoit, który nie zdobył
pasa mistrzowskiego na WM XX przez polityczne gierki ale przez pracę,
wysiłek i miłość do biznesu, która została nareszcie zauważona
i doceniona.
Na
zakończenie napiszę, że wszystko zależy od tego jakim się jest
człowiekiem. Obecnie można odnieśc wrażenie, że nowe gwiazdy
promowane przez WWE są bliżej wzorców takich jak Benoit, Hart,
Guerrero czy DDP niż Hogan, Triple H, Nash czy Goldberg. I to
dobrze, bo własnie dzięki takim wrestlerom ten "sport"
jeszcze coś znaczy i nie jest w 100% maszynką do zbijania kasy i
zdobywania medialnej sławy.
THE
END