|

What?!
#4 - #6

What?!
4.0
by Fuckhead316
31 grudnia 2002
Witam
Was w czwartym wydaniu "What?!". Po dłuższej przerwie
spowodowanej głównie brakiem czasu przyszedł czas na kolejny
felieton. Rok się kończy, więc dzisiaj podam swoje typy na
najlepszego wrestlera, galę itp. w roku 2002. Ograniczam się głównie
tylko do WWE, gdyż NWA-TNA, CZW i ROH widziałem bardzo niedużo,
ale gdzie będzie to możliwe postaram się jakos uwzględnić, te
trzy federacje.
Najlepsza organizacja roku:
1. ROH
2. WWE
3. NWA-TNA
4. CZW
Widziałem bardzo mało ROH, praktycznie tylko klipy z kilku gal,
ale mogę stwierdzic, że poziom walk jest tam zajebisty, a skoro mówimy
o WRESTLINGU to chyba o poziom walk własnie chodzi. Oprawa imprezy
mnie nie interesuje. Drugie miejsce dla WWE to chyba i tak za
wysoko. Co z tego, że jest to największa i najbardziej popularna
federacja, skoro od kilku miesięcy oferuje nam w TV klasyczny shit,
a na PPV zdarzają się dwie, może trzy dobre walki, a reszta ma
poziom gal TV. Co z tego, że oprawa graficzna i scenografia gal
jest na wybitnym poziomie skoro w ringu nic ciekawego sie nie
dzieje. Gdzieś od czerwca strasznie ciężko ogląda mi się WWE
TV, PPV jeszcze da się wytrzymac, ale TV ciężko wchodzi, po
prostu ma się ochotę to badziewie przewinąć :) Trzecie miejsce
dla NWA-TNA. Widziałem chyba 4 całe gale + jakieś tam klipy z
kilku następnych i pomimo (jak dla mnie) dennych walk o Heavyweight
Title i przeciętnych o Tag Team Titles organizację ratuje dywizja
X, która jest zwyczajnie świetna. Pozatym nic nie wskazuje na to
by organizacja szybko padła (co podejrzewano), a wręcz przeciwnie,
powinna sie ona z miesiaca na miesiąc coraz bardziej rozwijać.
Ostatnie miejsce dla CZW. Widziałem 5 całych gal tego
"fenomenu" i nie jestem jakoś strasznie zachwycony. No i
te kurniki. Lubię małe hale, tak do 3.000-4.000 miejsc, ale kiedy
galę oglada 500, czy jeszcze mniej osób to dla mnie nie ma w tym
żadnego klimatu.
Najlepszy wrestler roku:
Brock Lesnar, Rey Mysterio, Undertaker
Dlaczego Lesnar to wiadomo. Po KOTR polubiłem go i lubie do teraz,
choć cały czas uważam, że jego push był zbyt sporadyczny. No,
ale trzeba przyznać, że facet ma warunki, ma umiejętności
(ciekawe, czy kiedyś wreszcie wykona Moonsault z trzeciej liny),
nie jest tragiczny przy mikrofonie i ogólnie jest spoko. Dlaczego
Mysterio? Dlatego, że jest świetny. Szybki, sprytny i w ogóle.
Nie doceniony jeszcze w 100%, ale to tylko dlatego, że nie ma z kim
walczyć. Przydałby się Juvi, czy Super Crazy, gdyż dywizja
cruiserweight poza Mysterio jest w WWE słaba. A dlaczego Undertaker?
Dlatego, ze pomimo swojego wieku, pomimo ciagłych stwierdzen, ze
jest już bardzo wolny itd. zrobił kilka świetnych walk (Vengeance,
SummerSlam, Unforgiven, No Mercy) i udowodnił, że cały czas jest
w stanie być świetnym main eventerem. Loved by few, hated by many,
respected by everyone.
Najgorszy wrestler roku:
tutaj zmieniłbym kategorię na Rozczarowanie Roku i wygrywa w niej
Triple H.
OK, ma dobre mic skillsy, ale jego walki wyglądają tak samo od
kilku miesięcy - trochę punchy, trochę kicków kolanem, faza z młotem
lub uderzenie pasem, Pedigree i pinfall. To jednak jest mniej ważne,
a głównym powodem jest wręcz wymusznie swojej pozycji w
federacji. To nie jest fair, kiedy faworyzuje się jednego wrestlera,
a nie pozwala rozwijac innym. To nie jest fair, kiedy wrestler
protestuje jeżeli nie podoba mu się decyzja zarządu co go jego
osoby. To nie jest fair jeżeli nie chce się jobbować, a nawet jak
do tego dojdzie to tylko na zasadzie odzyskania pasa na następnej
PPV. To nie jest fair, że push dla danego wrestlera grupy RAW nie
zależy od jego umiejętności, ale od tego co sądzi o nim Triple
H. Jedna rzecz powinna być jasne - bookerzy decyduja, a wrestler się
dostosowuje. Nie może być tak, że bookerzy decydują, a wrestler
mówi, że mu się to nie podoba i wpływa na zmianę skryptu. Ja
nie chce widziec Triple H'a na RAW, nie chce go w ogóle widzieć w
WWE TV. Jak do tej pory jest wszędzie - każdy wywiad, każdy main
event w TV, każda PPV i mi się to nie podoba. Należałoby chyba
komuś tutaj wytłumaczyć, że nie jest pępkiem świata, a jego
ego ja i pewnie setki fanów wrestlingu mają w dupie.
Najlepszy Tag Team:
Edge & Rey Mysterio, Angle & Benoit
Tutaj chyba nic nie musze uzasadniać.
Najgorszy Tag Team:
Billy & Chuck
Przeciętni wrestlerzy opakowani w tendetny gimmick dostający duzy
push to znak firmowy WWE. Każda walka tego temu była dla mnie
jakimś nieporozumieniem, a fakt, ze dostali pasy Tag Team udowodnił
jedynie, że w WWE, jak zawsze, bookerzy najpierw coś zrobią, a
potem pomyślą by to odkręcić.
Najlepsza gala roku:
WrestleMania X8 i SummerSlam
Tegoroczna WM to bardzo udana gala. Jedynie main event przyćmił
troszkę jej urok, ale generalnie PPV na 5. Każda walka była
dobrze przygotowana i w miare dobrze zrobiona. SummerSlam też był
fajny. Nie nastawiałem się przed obejrzeniem tej gali na coś
wybitnego (za bardzo była promowana :), ale ogółem wypadła na
4+.
Najgorsza gala roku: t
Tutaj nie będzie łątwo, gdyż main eventy bardzo broniły słabe
PPVs. Unforgiven i No Mercy miały słabe walki, ale za to main
eventy bardzo udane i nie moge żadnej z tych gal ocenić jako słabą.
Jeśli już mam coś wybrac to skusze sie na Rebellion :), gala na
poziomie No Mercy, ale ze słabszym main eventem :)
Najlepsza walka roku:
Ciężko podac jedną, gdyż moją uwagę zwróciło przynajmniej
kilka walk. Podam te które pamiętam, bez jakiegokolwiek
klasyfikowania na lepszą i gorszą, po prostu gdybym robił składanke
Best of 2002 in WWE to znalazłyby się na niej następujące
pojedynki - McMahon vs. Flair (Royal Rumble; wiem, ze to słaba
walka, ale jako ciekawostka warta jest obejrzenia:), Hogan vs. Rock
(WM), Angle vs. Kane (WM), Austin vs. Hall (WM), Undertaker vs.
Flair (WM), Y2J vs. HHH (Judgment Day), Lesnar vs. RVD (KOTR), Big
Show vs. Booker T (Vengeance), Undertaker vs. Rock vs. Angle (Vengeance),
Angle vs. Mysterio (SummerSlam), Benoit vs. RVD (SummerSlam), HHH vs.
HBK (SummerSlam), Rock vs. Lesnar (SummerSlam), Angle vs. Benoit (Unforgiven),
Lesnar vs Undertaker (Unforgiven), Edge/Mysterio vs. Angle/Benoit
(No Mercy), Lesnar vs. Undertaker (No Mercy), Lesnar vs. Big Show (Survivor
Series), Elimination Chamber (Survivor Series). Armageddonu jeszcze
nie widziałem :)
Najgorsza walka roku:
70% walk na RAW, 40% walk na SmackDown! i 60% walk na PPVs :)
Niestety takie są fakty. Na RAW w tym roku chyba odbyły się ze
trzy, może 4 walki, które były naprawde dobre i nie trwały 5
minut. SmackDown! wypada tutaj lepiej, gdyż tam praktycznie raz na
miesiąc, lub nawet częściej zdarza się coś interesującego.
PPVs mnie troche zawiodły, gdyż na większości z nich częśc
walk była napisana na kolanie, szczególnie te z niższej półki.
Main eventy jednak zacząły od lipca odzyskiwac swój status, gdyż
wcześniej wyglądało to tak, że main eventy były baaaardzo słabe,
a reszta walk dosyć dobra, w tym roku postarano się zrobić dobre
i utrzymane w dość znośnym tempie main eventy (początek na
Vengeance) co jest plusem dla PPVs. Ogólnie nie był to zły rok
pod względem walk, ale 2001 był według mnie lepszy, nie wiem, może
dlatego, że był trochę ciekawszy roster.
Na koniec moje Top 10 Wydarzeń Roku:
1. Odejście Steve'a Austin'a
2. Szybkie pojawienie się nWo w WWE i jeszcze szybsze jego zniknięcie
:)
3. Hogan jako babyface dostaje Undisputed Title (to raczej porażka
roku)
4. Monster push dla Lesnar'a
5. Powrót do walki Michaels'a
6. Brand Extension
7. Dominacja Triple H'a
8. Powrót Kane'a, który zaczął udzielać normalnych wywiadów i
wypadł w tym, jak dla mnie, przeciętnie
9. Spadające ratingi
10. Angle z nekrofilią (kolejna porażka roku)
Więcej kategorii nie chce mi się tworzyć :) Chyba wszystkie swoje
typy w najważniejszych kategoriach podałem, a jeśli coś przepadło
to mówi się trudno :)
Finito. |
|
|

What?!
5.0
by Fuckhead316
9 lutego 2003
Zapraszam
Was dzisiaj do przeczytania streszczenia artykułu autorstwa Steve'a
Austin'a zatytułowanego "Why? Here's Why" z ostatniego
numeru RAW Magazine, który ukazuje nam wszystkim co spowodowało,
że Austin postanowił odejść na jakiś czas z WWE (wtedy jeszcze
WWF). Wiemy jak przedstawiło nam tą historię WWE, a teraz czas na
wersję Steve'a, która jest o wiele bardziej wiarygodna.
Problemy Steve'a z WWE zaczęły się już podczas WrestleManii X-7,
kiedy to jego nieprzewidywalny gimmick Stone Cold'a stał się
przewidywalny. Austin potrzebował odświeżyć trochę swój
charakter i w związku z tym pomyślano o heel turnie, ale Steve uważa,
że zostało to przeprowadzone zbyt drastycznie. Steve nie powinien
tłuc krzesłem The Rock'a do skutku, do pinfallu, gdyż w sprawiło
to, że stał się heelem w dosłownie kilkanaście sekund, a on
wolałby aby był to trochę dłuższy proces i bardziej w stylu
Stone Cold'a, ponieważ zabieg przeprowadzony na WM X-7 sprawił, że
cała aura Stone Cold'a prysnęła w kilka chwil.
Druga sprawa to WrestleMania X8 i kilka tygodni wolnego jakie zrobił
sobie Steve. Wszyscy natychmiast rozpisali się, że powodem tego było
pojawienie sie nWo w WWE oraz walka z Hall'em na WM. Austin wyjasnia
nam, że nWo nie stanowiło żadnego problemu, ale problem stanowił
sam Hogan, który, jak pisze Steve, jest manipulatorem i prowadzi
poważną polityke backstage'ową. Już przez PPV Austin czuł się
po prostu wypalony, potrzebował trochę odpocząć, a tu na dodatek
złego widział siebie w walce ze Scott'em Hall'em, walce, która
nie jest nawet main event'em, jest słabiutko wypromowana i
przygotowana. Nie chodzi tutaj o żadną niechęc do Hall'a, gdyż
tak nie było, ale Steve wolał walczyć z kimś innym. Wiadomo, że
Hall nie był w życiowej formie, miał sporo problemów osobistych,
a pozatym pojawił się tylko trzy miesiące wczesniej w federacji i
odrazu dostał szanse walki na WrestleManii, to nie było ok. Jeśli
chodzi o sam pojedynek to Austin'owi walczyło się dobrze, ale wolałby
by na miejscu Hall'a był ktoś inny. Steve jednak nie czuł i nie
czuje żadnej neichęci do Scott'a Hall'a.
Dzien po WrestleManii X8, Steve udal się do domu, potrzebował
odpocząc i pozbierać się. Austin charował cały rok, był na każdej
gali na jakiej tylko można było być. Triple H był nieobecny z
powodu kontuzji, a The Rock krecił film i ktos musiał wypełniac
ich miejsca. Steve czuł się fizycznie wypalony, chciał jechać na
jakiś czas do domu i tak zrobił.
Wracając jeszcze do WrestleManii X-7, Steve bierze część winy na
siebie, ponieważ decyzje na jakie przystał nie były w jego
najlepszym interesie. To jednak nie był problem Vince'a, był on
skupiony na czymś innym i wydawał się być chyba równie wypalony
jak wkrótce Austin. Po sześciu tygodniach przerwy po WM X8, Austin
wrócił, ale wszystko wyglądało tak jak wcześniej. Steve udzielił
wywiadu w Byte This, gdzie miał wiele do powiedzenia na temat
kreatywności w WWF. Główny problem polega na tym, iż storyline'y
piszą ludzie, którzy nigdy nie stanęli w ringu, którzy nie wiedzą
co może być w danym momencie w głowie wrestlera. I taki ktoś miał
pisać teksty dla Stone Cold'a???
Kiedy Austin wrócił w roku 2000 do WWF po kontuzji karku sprawy
wyglądały inaczej, nie czuł się on pewnie i aby ponownie odzyskać
starą forme w pewnym sensie zaakceptował on ten cały nowy system,
nie chcial na samym początku sie sprzeciwiać, ale gdy Steve po raz
pierwszy pojawił się w WWF, juz nawet jako Ringmaster, to sam pisał
swoje speeche i to jest to co sprawiło, że stał sie tym kim się
stał, po prostu mówił to co miał w danym momencie w głowie, a
teraz nagle ma mówić to co napisze mu ktos inny? Nie ma mowy.
Problem kreatywności w WWE polega na tym, że wrestling lezy teraz
w rękach writerów, a nie wrestlerów. Każdy writer, który był w
tym biznesie choćby tylko trzy lata jest lepszy od 25 letniego gościa,
który skończył szkołę rezyserską, czy aktorską i wciska słowa
do ust wrestlerów. Chodzi o to by wrestlerzy mieli więcej możliwości,
nie byli ograniczani do kartki ze słowami. Austin w swoich
najlepszych latach w WWF nie był zmuszany do mówienia tego, czy
tamtego, po prostu poproszono go aby w swoim speechu zawarł dane
tematy ("I'd like you to cover this or that"), a resztę
Steve pisał sam, pisał to co czuł i miał na języku. I tak
powinno byc również teraz, bo to jest wrestling, a nie film. Ric
Flair, kiedy był na topie w NWA nie odstawiał żadnych komediowych
scenek, ale mówił od serca i wierzył w to co mówił, fani
wierzyli w to co mówił. Podobnie było z Hogan'em w latch jego świetności
w WWF, mówił co lezało mu na sercu, a nie co napisał mu jakis 25
letni koleś. Teraz w WWE nie ma wrestlerów, ale są wykonawcy, a
to nie jest Holywood, tylko wrestling. To jest ogromny błąd
obecnego wrestlingu z którego zrobiono komediowy show z aktorami, a
nie galę wrestlingową z wrestlerami. Wystarzy prosty przykład -
wezmy jakichkolwiek dwóch wrestlerów lub jakiekolwiek dwie
wrestlerki i powiedzmy im za mają zrobić walkę, żadnych skryptów,
czysta improwizacja, wiecie co wyjdzie? Nic nie wyjdzie, gdyż teraz
każdy uczy się walki, a jeśli w grę wchodzi improwizacja to już
sa problemy, a przecież to powinno byc podstawą wrestlingu, to właśnie
ten czynnik sprawił, że NWA, czy WCCW (World Class Championship
Wresling) były tym czym były. Bez tego feelingu pomiędzy
wrestlerami nic nie wyjdzie i WWE będzie nadal zmierzało w stronę
filmowego cyrku.
Steve dał wszystkim jasno do zrozumienia, że nie podoba mu się
jego obecna sytuacja w WWE. Z jego punktu widzenia juz od jakiegoś
czasu poważnie zmieniły się stosunki pomiedzy nim, a McMahon'em
co nie wróżyło dobrze na przyszłość. Gdy Austin wrócił do
WWF po 12 miesięcznej przerwie w roku 2000 myślał, że zastanie
to co przed swoim odejściem, ale było inaczej. Vince wydwał się
być zajęty czymś innym, wyglądało to jakby nie chodziło mu o
dobro całego WWE, ale o dobro poszczególnych jednostek. Podobnie
Austin czuł się w czerwcu 2002, kiedy powiedział sobie zwyczajnie
"fuck it", gdyz tak bardzo dobijała go sytuacja panująca
w organizacji. Steve uważa takie zachowanie za jeden z minusów
swojego charakteru, ale taki już jest. Steve dobrze wtedy wiedział,
że cokolwiek by dla WWE zrobił lub chciał zrobić to i tak gówno
z tego wyjdzie.
Jest czerwiec 2002, Austin przyleciał do Atlanty, gdzie dzien póżniej
miało dobyć się RAW. Kiedy Steve był już hotelu zadzwonił do
niego Jim Ross by omówić poniedziałkową walkę, Steve powiedział:
"Man, I don't like that", na co Ross: "Well, that's
what we're going to do", a Austin skwitował: "Well, then
I'm not going to be there." Chodziło o przegranie nie
reklamowanej, nie promowanej walki z Lesnar'em, która na dodatek był
jeszcze częścią turnieju KOTR. Trochę później, około drugiej
nad ranem Steve zadzwonił do Vince'a i ten przedstawił mu taki sam
scenariusz. Austin powiedział "Okay", co Vince zrozumiał
jako zgode na walkę, ale Steve miał na myśli cos w rodzaju:
"Okay, I'm fucking fed up. This is bullshit."
To był moment w którym Steve podjął decyzję o odejściu, ale po
kolei. Stone Cold Steve Austin zarobił najwięcej niż ktokolwiek
inny pieniedzy dla WWE, sprzedał najwięcej merchandise'u oraz PPVs,
cholera Steve to żywa legenda i chyba nie był odpowiednim człowiekiem
na zajobbowanie Lesnar'owi w takiej zwykłej walce? Austin chętnie
zrobi program z każdym, ale kiedy jest na to odpowiedni czas. Tylko
mało zorientowany i nie znający tematu człowiek mógł powiedzieć
"Zrób to Austin", gdyż każdy kto wie czym jest ten
interes wie również, że Austin był ostatni w kolejce do walki z
Lesnar'em w nie promowanej walce na RAW. Nie chodzi tutaj o złe
nastawienie Steve'a do Lesnar'a, Stone Cold uważa, że to ogromny
talent, ale ich walka powinna byc zrobiona inaczej. Ich pojedynek,
który zostałby dobrze wypromowany mógłby byc hitem jakiejś PPV,
a tak byłaby to przeciętna walka o nic, a ze Steve'a zrobionoby
kogos na miare jobber'a.
Gdy Austin był już w samolocie do Texasu zadzwonił do niego Ross
i kazał wracać do budynku, ale Steve nie miał już ochoty na żadne
negocjacje ani z nim, ani z McMahon'em. Austin podał już decyzję,
gdyż tylko w taki sposób mógł zwrócić na siebie uwagę Vince'a
i uswiadmoć mu, że cos musi być nie tak skoro zdecydował tak
postąpić. Szybko pojawiły się głosy o tym, ze Austin blokuje młode
gwiazdy, ale Steve prosi by podano jakieś imię gdyż on nie
przypomina sobie by zablokował komus rozwijającą się karierę w
WWE. Ross powiedział, że była to najgłupsza rzecz jaką Austin
kiedykolwiek zrobił i największy jego błąd. Steve nie był
zadowolony z podjętej decyzji, ale był uparty, nawet jeśli był
to błąd Austin zrobił to co myślał, że powinien zrobić.
Dziwne jest to jak szybko odrazu wszyscy zrobili ze Steve'a
paranoika, a jemu przecież tylko chodziło o to by był właściwie
traktowany przez federację dla której tyle zrobił. Steve'a
zdenerwowało także to, że The Rock w jednym z wywiadów, jako częśc
kampaniii Get the F Out powiedział: "You know, if you don't
want to be here, then get the 'F' out!" Dziwne jest to, że człowiek,
który dzięki Austin'owi jest tym kim jest, nie oszukujmy się, to
feudy ze Stone Cold'em zrobiły z The Rock'a main eventer'a, nagle
atakuje go w wywiadzie. Podobnie było z Triple H'em, który robił
ciągłe aluzje do odejścia Austin'a w stylu: "You want me to
pull an Austin?" itp. Moje zdanie na temat Triple H'a jest
takie samo jak Austin'a - powinien zrzucić trochę tych sztucznie
przyrośniętych mięśni i zacząć martwić się o całą federację,
a nie tylko o siebie.
Trzy miesiace po odejściu Steve znalazł w swojej skrzynce list od
Jim'a Ross'a w o treści: "Hey, if you need me, I'm here"
co go bardzo miło zaskoczyło. Po otrzymaniu kartki Steve zadzwonił
do Ross'a i rozmawiali podnad dwie godziny. Ich dyskusja zakończyła
się tym, że Ross zaproonawał Steve'owi spotkanie z Vincem na którym
to omówili by kilka spraw i oże znaleźli jakieś rozwiązanie
problemu. Rozmowa była bardzo ciekawa, Austin i Vince doszli do
porozumienia, a to dlatego, iż Steve jasno stwierdził, że nie
chce skończyć na zawsze z WWE, gdyż lubi to robić, lubi
wrestling i chce być jakąś jego częścią. Ustalono, że Steve
wróci do WWE, ale później, nie po trzech miesiącach. Niewiadomo
jaka będzie rola Austin'a w federacji, ale wiadomo, że chce wrócić.
The End |
|
WHAT
#6, 2 LISTOPADA 2003
Po dłuuugiej przerwie postanowiłem
reaktywować dział "What?", czyli moje felietony. Mam
nadzieję, że kilka zdań raz lub dwa na miesiąc uda mi się tutaj
wyczarować. W "What?" nic rewelacyjnego nie znajdziecie,
będą to zwyczajne opinie i tyle. Objętościowo też nie będą to
jakieś gigantyczne felietony. Postaram się w miarę obiektywnie,
podkreślam w miarę obiektywnie przedstawiać sytuacje WWE po danym
PPV + jakieś ochłapy z NWA-TNA, ROH i CZW oraz MMA, ale tylko ochłapy,
gdyż nie jest mi dane regularne oglądanie gal tych fedów.
Wiadomo, że każdy z nas ma swoich ulubionych i mniej ulubionych
wrestlerów i stąd bierze się to "w miarę obiektywnie".
No i na koniec standardowo zaznaczam, iż zawarte tutaj opinie nie
muszą zgadzać się z Waszym zdaniem na dany temat.
OK, zaczynam od WWE No Mercy 2003. Tak jak napisałem w księdze
gości WWE No Mercy 2003 nawet było dla mnie do zaakceptowania. Nie
wiem czy aż tak nisko postawiłem sobie poprzeczkę, czy
przyzwyczaiłem się już do obecnego poziomu WWE i nie oczekuję
jakichś rewelacji... Uważam, że SmackDown! ma lepszy roster niż
RAW, który ma większy star power, ale walki są mniej ciekawe.
- Cruiserweight Title: Rey Mysterio (c) vs.
Tajiri. Dobra walka, taka z resztą jak każda Rey'a Mysterio
w WWE, choć już powoli jego akcje zaczynają się powtarzać i
brakuje nowych, tak jak to już dawno temu było z RVD, ale nie
znaczy to, że walki są nudne. Tajiri obronił pas.
- Zach Gowen vs. Matt Hardy. Tutaj
spodziewałem się tragedii, gdyż to co pokazał Gowen z Vincem na
Vegneance było straszne. Walka jednak nie była taka zła. Wiadome
było, że Matt zajobbuje Zach'owi, gdyż porażka Gowen'a w tej
walce w zasadzie zlikwidowała by w oczach przeciętnego fana jego
szanse na osiągnięcie czegoś w WWE do zera, a tak mamy
jednonogiego gościa, który podniósł się po przegranej z Vincem
i pokonał byłego posiadacza pasa Cruiserweight Matt'a itd. Ja
przyznam, że doceniam to jak Zach się wysila, robi Moonsaulty,
skoki z lin itd., ale nie mogę patrzeć kiedy ktoś robi temu niepełnosprawnemu
człowiekowi choćby mocny Clothesline, bo jest to dla mnie
nieludzkie. Nie wiem po jaką cholerę WWE zatrudniło Gowen'a i mam
nadzieję, że na długo miejsca w federacji nie zagrzeje, gdyż
zwycięstwa jednonogiego gościa nad wrestlerami typu Matt Hardy są
tak wiarygodne jak np. pokonanie przez Chynę Jeff'a Jarrett'a i
zdobycie przez nią pasa IC (No Mercy 1999), a następnie pokonanie
Chris'a Jericho i obrona tego pasa (Survivor Series 1999).
- Chris Benoit vs. A-Train. Tutaj tez
nie mieliśmy nic ciekawego, ale także nic fatalnego. W walce głównie
dominował A-Train co miało wypromować jego siłę i Benoit dobrze
wywiązał się z tej roli. Bałem się, ze Chris będzie musiał
podłożyć się Train'owi co byłoby już przegięciem, ale tak się
nie stało i Benoit wygrał walkę przez Sharpshooter co odebrałem
jako ukłon w stronę Stu Hart'a i Bret'a Hart'a. R.I.P. Stu.
- APA vs. Basham Brothers. Walka ta
niczym nie odbiegała od poziomu walk z TV. Shanequa pomogła
wygrać braciom Basham.
- No Holds Barred I Quit Match: Vince McMahon
vs. Stephanie McMahon. Gdyby ta walka była z 10 minut dłuższa
to zabiłaby tą PPV, ale tak się nie stało. Vince, który zrobił
z siebie damskiego boksera chyba świetnie czuje się w tej roli :)
Po tym "pojedynku" VinMan miał poważne rozcięcie pod
lewym okiem. Niczego ciekawego nie można było oczekiwac po tej
walce i tak właśnie było. Mi odpowiada zniknięcie Stephanie z
WWE TV (przynajmniej na miesiąc), ponieważ już jej nie trawię. W
latach 1999-2000 roku była ok, ale teraz wygląda jak jakaś Bułgarka
z E7 i słabo mi się robi, kiedy widzę co człowiek może z siebie
zrobić... Proponuje jeszcze większe implanty silikonowe i jeszcze
więcej tapety na twarzy, może wtedy Rob Black zatrudni ją do
swoich filmów :)
- Kurt Angle vs. John Cena. To beż żadnych
wątpliwości walka wieczoru i każdemu kto jej nie widział polecam
sobie ten mecz zobaczyć. Pomimo tego, że niezbyt lubię gimmick
Ceny to uwielbiam oglądać jego walki, gdyż są po prostu bardzo
dobre. Co do gimmicku to trzeba przyznać, że swoją rolę odgrywa
dość ciekawie. Zwycięstwa przy użyciu łańcucha kształtują
John'a na dirty playera i mimo tego, że wolę czyste zwycięstwa to
rozumiem, że wygrywanie w ten sposób jakoś tam pomoże Cenie, a
jednocześnie nie osłabi pozycji wrestlerów z którymi walczy.
- U.S. Title: Eddie Guerrero (c) vs. Big Show.
Tak jak to ktoś napisał, Big Show dostał pas w zamian za
kompromitację dwa tygodnie wcześniej na SmackDown!. Nie wiem, czy
Eddie już jest planowany na main eventera i z tego powodu stracił
pas, ale Big Show na pewno lepszym mistrzem United States od Eddiego
nie będzie. WWE od samego początku pojawienia się Big Show'a w
federacji nie wie co z nim zrobić i ja nie sądzę by to zwycięstwo
coś zmieniło.
- Biker Chain WWE Championship Match: Brock
Lesnar (c) vs. Undertaker. Widziałem wolniejsze walki Takera,
czyli już nie było tak źle :) Lesnar jako heel według mnie jest
ciekawszy niż face, a fakt, że FBI pomogli mu wygrać tą walkę
to standardowa zagrywka, która ma zwiększyć nienawiść marków
do Brock'a, że sam nie potrafi wygrać itd. Jeżeli chodzi
natomiast o Undertakera to mam nadzieję, że plotki o jego powrocie
w gimmicku z początku kariery w WWF się potwierdzą. Byłoby to świetne
zakończenie kariery Undertakera. Jeżeli wróci w tym gimmicku w
okolicach WM XX to pewnie niedługo potem dostanie pas mistrzowski,
ponieważ mu się on po prostu należy. Nie wyobrażam sobie
ciekawszego końca kariery Takera niż właśnie w tym gimmicku.
Jeżeli chodzi o WWE Survivor
Series 2003 to main event grupy RAW zapowiada się dość
ciekawie, na dzień dzisiejszy mogę podać podejrzewane składy drużyn
- Team Austin: Booker T, RVD oraz prawdopodobnie HBK i Dudley Boyz
oraz Team Bischoff: Scott Steiner, Chris Jericho, Christian, Mark
Henry i być może Test. Do tego dorzućmy jeszcze Shane vs. Kane co
już jest mniej ciekawsze, ponieważ Kane utknął na kilka miesięcy
w feudzie z Shanem, który do niczego nie prowadzi oraz World
Heavyweight Championship: Goldberg (c) vs. HHH - cudów po tej walce
nie oczekuję, ale mam nadzieję, że będzie lepsza niż ta na
Unforgiven. Ze strony SmackDown! mamy wyznaczony Buried Alive Match,
który pewnie nie będzie porywający, ale można będzie go zobaczyć.
Vince najwyraźniej stęsknił się za umieszczaniem siebie w
kartach PPV, ponieważ będzie to już trzecia gala z walką
McMahona... Mam nadzieję, że na Survivor Series zobaczymy jakiś
match o Cruiserweight Title, np.: Tajiri vs. Mysterio vs. Ultimo
Dragon. Pewnie dojdzie także do walki Eddie vs. Chavo. Jeżeli
chodzi o mnie to są dwie możliwości odnośnie Chavo: albo WWE nie
może znaleźć dla niego odpowiedniego gimmicku albo nie jest on w
stanie sprawdzić się w żadnym gimmicku. Wiem, że Chavo ma kilku
fanów, ja też doceniam jego umiejętności w ringu, ale nie trawię
jego bezpłciowej i dziecinnej osobowości jaką widzę w TV. Jak ma
to tak dalej tak wyglądać to niech WWE go wkrótce zwolni i jego
czas antenowy da Paulowi Londonowi. Chavo pewnie wtedy zostałby
szybko zwinięty do NWA-TNA gdzie zostałby main evnterem, heh. Mógłby
także sprawdzić się w ROH, ale w formule jaką proponuje nam WWE
ja go nie widzę. Na ostatnim SmackDown! podano jak będzie wyglądał
main event tej grupy. Będzie to Survivor Match: Team Lesnar vs.
Team Angle. To chyba dobrze, że WWE wraca do tej formy walk, gdyż
to własnie one sprawiły, że Survivor Series jest wyjątkową i
inną niż wszystkie PPV.
O NWA-TNA mogę napisać
tyle, że Hogan bardzo pomoże tej federacji. Nieważne, czy ta PPV
z main eventem Jarrett vs. Hogan odbędzie się za miesiąc, czy za
pół roku - sam fakt podpisania kontraktu przez Hogana z TNA i jego
późniejsze występy w tej organizacji mogą sprawić, że stanie
się ona poważnym konkurentem dla WWE. Ja uważam, że gdyby te
cotygodniowe programy PPV TNA już teraz były emitowane w free tv
to WWE mogłoby zacząć się martwić. Nie każdy ma ochotę płacić
co tydzień za TNA, ale podejrzewam, że każdy gdyby miał co
tydzień bezpłatny dostęp do TNA oglądałby ten show i rating
tego programu niewiele różnił by się od RAW, czy SmackDown!, a
być może byłby nawet wyższy co szybko wywołałoby reakcje WWE i
pewnie zaczęli by myśleć jak tu poprawić poziom swoich gal...
W ostatni piątek na Eurosporcie można
był zobaczyć galę K-1 Final Fight na żywo z Zagrzebia.
Nie oglądałem jej w całości, gdyż o 22:00 przełączyłem się
na SmackDown!, ale ogólnie moge chyba napisac, że nie była ona zła,
ale nie była też porywająca. Trwała około 2,5 godziny, ale żadna
z walk mnie nie powaliła (widziałem trzy z pięciu pojedynków).
Wydaje mi sie, że w najbliższy poniedziałek (Eurosport, 20:15)
zobaczymy o wiele ciekawszą galę z Osaki ze wszystkimi wielkimi
gwiazdami K-1 i będzie to chyba ostatnia gala przed wielkim finałem.
To tyle na dzisiaj.
Ewentualne opinie, których pewnie zbyt wiele raczej nie będzie :)
prosze wyrażac w księdze gości, na Forum lub na mojego maila. |
|